poniedziałek, 27 września 2010

 Strzeżcie się krasnoludków

Awantura w Kondominium trwa nadal. Wódz obraził się na cały świat za to, że mieszkańcy wybrali na swego przedstawiciela kogoś innego. Z naburmuszoną miną oświadczył, że przedstawiciel jest głupi i nie ma zamiaru podawać mu ręki. A tymczasem garstka zbuntowanych niegdyś rycerzy posypując głowy popiołem, bijąc się w piersi, na kolanach błagała wodza o przyjęcie z powrotem na dwór. Gdy zapewnili, że będą pokornie spełniać wszystkie życzenia władcy, zostali łaskawie przyjęci do marnych posług. O jednej z bardzo oddanych mu i  zasłużonych  dam dworu wódz wyraził się, że ma ładny nosek, a potem kopnął w  tenże nosek swoim buciorem. Mieszkańcy, obserwując te zdarzenia, pękają ze śmiechu. Chodzą słuchy, że niektórzy lepią sobie z gliny figurki podobne do wodza i stawiają je sobie w przydomowej zieleni jako "ogrodowe krasnale" Mają im one zawsze przypominać znane powiedzenie: "Strzeżcie się krasnoludków"

sobota, 11 września 2010

 Awantura w Kondominium

W pewnym pięknym Kondominium żył wielki wódz. Miał wielu zwolenników i liczny dwór. Rezydowali w nim sławni rycerze i damy dworu. Wszyscy oni prześcigali się w sławieniu cnót i mądrości swego pana. Aż nagle jeden z rycerzy cieniutkim głosikiem, nieśmiało odważył się skrytykować wodza. I zaczęła się awantura. Władca, przyzwyczajony do tego, że jego podwładni czołgają się przed nim w prochu i pyle wybuchnął gniewem. W obronie rycerzyka o cieniutkim głosiku, jeszcze bardziej nieśmiało stanęła pewna dama dworu. Natychmiast za niesubordynację została wyrzucona na bruk. Wódz wiedział co robi! Dama szybko zrezygnowała ze swego zdania i czołgając się w błocie padła do nóg wodza. Na dworze "geniusza narodu" w Kondominium zapanował znowu jednomyślny zachwyt nad cnotami i przeogromną mądrością wodza.

wtorek, 31 sierpnia 2010

 Piękna nasza Polska cała

Minęło 30 lat od podpisania porozumień sierpniowych. Wspominam te czasy z wielkim wzruszeniem. Pamiętam entuzjazm i radość towarzyszącą tym wydarzeniom. Lech Wałęsa podpisujący olbrzymim długopisem porozumienie, Lech Wałęsa przemawiający nad murem stoczni do tłumu oczekujących ludzi – to niezapomniany widok. Tamtej, 10–milionowej "Solidarności" zawdzięczamy wolną, niepodległą, demokratyczną ojczyznę. Z perspektywy wielu przeżytych lat widzę, jak Polska się rozwija, jak szybko zmierza do nowoczesności, jak staje się coraz piękniejsza. Rocznica, którą teraz obchodzimy, to radosne i przepełnione dumą święto. A jest z czego być dumnym, wszak Polacy nie tylko zmienili całkowicie swój kraj, ale przyczynili się też do pozytywnych zmian w całej Europie. To właśnie ruch "Solidarność" wpłynął w pewnej mierze na rozpad Związku Sowieckiego i nawet w narodzie rosyjskim rozpoczął się proces odejścia od zakłamania i ideologii imperialistycznej. Dlatego z przykrością oglądałam to, co działo się w stoczni gdańskiej na tak zwanych uroczystościach rocznicowych., zorganizowanych przez związek zawodowy. Moim zdaniem powinien on zmienić swoją nazwę, bo w żadnej mierze nie jest przecież kontynuatorem 10–milionowego ruchu z tamtych, pamiętnych dni. Pojawił się jednak wspaniały akcent odnoszący się do tych historycznych wydarzeń w stoczni. Było nim wystąpienie sygnatariuszki porozumień sierpniowych, pani Henryki Krzywonos. To ona przypomniała, czym był i jakim winien pozostać w pamięci potomnych ruch "Solidarność". A spotkał ją afront ze strony zebranych tam młodych ludzi, którzy nie mają pojęcia o tym, jaką odwagą musiała się ona wykazać w tamtych czasach  dokonując  sławnego zatrzymania tramwaju. Jeden z posłów śmiał nawet odezwać się do niej "ty głupia babo". "Wspaniały" to poseł, o "wielkiej kulturze politycznej" – brawo, brawo! Jedna z posłanek w czasie wystąpienia pani Henryki uśmiechała się drwiąco. Ta sejmowa "paniusia" obdarzona "imponującym intelektem" wyraziła w ten sposób swoją pogardę wobec dzielnej zwykłej tramwajarki. Pięknie, pięknie pani poseł, tylko tak dalej! Brak Lecha Wałęsy, który był i pozostanie, (wbrew usiłowaniom niektórych zawistnych, egoistycznych i fałszywie rozumiejących patriotyzm ludzi) symboliczną postacią tamtych dni, kompromituje całkowicie organizatorów tych uroczystości. Nawiasem mówiąc, uważam, że Lech Wałęsa miał rację nie pojawiając się na tych obchodach. W związku z całą tą żenującą sprawą nasuwa mi się pewna refleksja. Ludzie, którzy opluwają Lecha Wałęsę, a także ci, którzy przez pochopne i nieprzemyślane decyzje obniżają rangę innego symbolu niepodległości Polski, jakim jest Józef Piłsudski – szkodzą naszemu krajowi.
Mam nadzieję, że na przyszłość uroczystości rocznicowych ruchu "Solidarność" nie będą organizować współczesne związki zawodowe. 

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

 Piękna uroczystość

Oglądałam w telewizji piękną uroczystość w związku ze świętem Wojska Polskiego – uroczystość przejęcia przez naszego prezydenta zwierzchnictwa nad armią oraz uczczenia  90-tej rocznicy bitwy warszawskiej. Szczególnie wzruszył mnie apel poległych, w którym nie zapomniano o lwowskich bohaterach. Wszak byli oni dziećmi miasta mającego w herbie napis "Semper Fidelis", co znaczy: zawsze wierny (Polsce). Ta w gruncie rzeczy skromna, lecz podniosła uroczystość była należycie przeprowadzona w tym momencie historycznym, w jakim żyjemy. Jestem w tym wieku, że pan prezydent mógłby być moim synem, więc wypada mi stwierdzić, że zaprezentował się bardzo dobrze. W czasach mego dzieciństwa, w związku z przejęciem zwierzchnictwa nad armią użyto by określenia jego aparycji, jako "hetmańskiej". Jest to ważne, bo przecież prezydent będzie reprezentować Polskę w świecie, a więc powinien być człowiekiem postawnym i o estetycznym wyglądzie.

sobota, 14 sierpnia 2010

 Właśnie tak należało zrobić

Tablica wmurowana w ścianę Pałacu Prezydenckiego ma właściwą treść, a odsłonięcie jej w sposób skromny, lecz godny, jest także słuszny. Nie można było bowiem dopuścić do rozegrania się gorszących scen, podobnych do tych jakie miały miejsce przy próbie przeniesienia krzyża do kościoła świętej Anny. Nie miejmy złudzeń. Ludzie gromadzący się na Krakowskim Przedmieściu, prawdopodobnie nakłaniani przez ukrywających się za ich plecami inspiratorów są tam po to, aby robić awantury, krzyczeć i wykonywać teatralne gesty .Sama jestem siwa jak gołąbek, to też żal mi tych starszych pań, które dały się użyć w sprawie wcale nie religijnej, lecz czysto politycznej. To jest bardzo smutne. Trzeba skończyć wreszcie z tym kompromitującym nasz kraj widowiskiem. Wmurowanie tablicy takiej i w taki sposób jest delikatnie wykonanym krokiem naprzód. 

piątek, 13 sierpnia 2010

 Śmiech to zdrowie

Szkoda, że nie ma już hrabiego Aleksandra Fredry. Obejrzawszy sceny, jakie dzieją się na Krakowskim Przedmieściu, zasiadł by zapewne przy swoim sekretarzyku i napisał nową  komedię w stylu już istniejących "Gwałtu, co się dzieje" lub "Zemsty" (czyli wojny o mur graniczny). Ostatnio zebrani pod krzyżem ludzie zignorowali hierarchów kościelnych, wykrzykiwali pod adresem księży obraźliwe epitety i określenie "jakiś tam księżyna", a także zlekceważyli władze państwowe. Ważny jest dla nich tylko ich "guru". Zaczęli też eskalować swoje żądania. Widząc rozwiane włosy i pompatyczne gesty pod Pałacem Prezydenckim, młodzi ludzie skrzyknęli się posługując się Facebookiem i urządzili sobie tam, jak się to mówi w ich slangu, "ubaw po pachy". Przyłączmy się więc my, starsi ludzie, do nich i śmiejmy się razem z nimi, bo śmiech to zdrowie.   

czwartek, 12 sierpnia 2010

 Katyń 1940

Znałam osobiście dwóch oficerów zamordowanych przez NKWD. Jednym z nich był krewny mego ojca, kapitan Stanisław Kański, drugim ojciec mojej szkolnej koleżanki, ppłk Ludwik Klotzek. Znałam też bardzo dobrze najbliższych członków ich rodzin. Niestety już nie żyją. Przypuszczam, a przypuszczenie to graniczy z pewnością, że podpisaliby się pod listem Dolnośląskich Rodzin Katyńskich. Nie można bowiem utożsamiać katastrofy samolotowej z mordem dokonanym na polskich oficerach przez NKWD. W wymienionym wyżej liście czytamy: "Zgłaszamy nasz kategoryczny sprzeciw wobec sygnowania komentarzy na ten temat przez stowarzyszenie Katyń 2010. Rodziny Katyńskie nie mają nic wspólnego z Rodzinami Katyn 2010. Domagamy się zaprzestania używania nazwy naszego Stowarzyszenia przez rodziny ofiar smoleńskiej katastrofy. Sugerujemy nazwę " Stowarzyszenie Rodzin Smoleńskich 2010.